Rozmowa kwalifikacyjna, czyli pieprzenie w bambus!

Rozmowa kwalifikacyjna, czyli pieprzenie w bambus! W swoim polarnym życiu przeczytałem wiele poradników dotyczących rozmów kwalifikacyjnych. Zarówno poradników dla rekrutujących, jak i rekrutowanych. Sam uczestniczyłem w wielu rozmowach rekrutacyjnych i stwierdziłem, że to wszystko wygląda pięknie i ładnie z punktu widzenia psychologicznych gierek pracodawców, ale jest w rzeczywistości jednym wielkim pieprzeniem w bambus, jeżeli w ofercie firmy nie ma mowy o pieniądzach.



Z punktu widzenia rekrutowanego rozmowa o umiejętnościach i możliwościach jest pierdoleniem kotka za pomocą młotka, jeżeli rekrutujący nie poda za ile chce kupić jego umiejętności. Jest to marnowanie cennego czasu bezrobotnego i pieniędzy firmy na głupie, do niczego nie prowadzące rozmowy.

Z wieloletniego doświadczenia wiem, że najczęściej o pieniądzach nie rozmawiają firmy, które mają do zaoferowania bardzo niską płacę, albo te, które za pracownika mogą zapłacić każdą cenę. Reszta oferentów jasno i czytelnie określa ile można zarobić na danym stanowisku.

Jak odróżnić te firmy od siebie? Wystarczy poznać ich specyfikę działania, liczbę zatrudnionych i dziedzinę w jakiej firma się specjalizuje. Wówczas jeżeli wyjdzie, że mogą za nas zapłacić każdą cenę poradnik się przydaje po to by mieć umiejętność sprzedania się jak najdrożej.

Większość poradników odradza na początku rozmowy pytanie o  zarobki, motywując to tym, że możemy zrazić do siebie potencjalnego pracodawcę. Takie podejście do tematu sugeruje, że rekrutowany jest z góry skazany na bycie w rozmowie stroną niższej kategorii, a przecież poradniki te ociekają tłumaczeniem, że rozmowa kwalifikacyjna ma być rozmową partnerską, w której obie strony przedstawiają swoje atuty.

Rzeczywistość jest z goła inna. Większość firm traktuje rozmowy kwalifikacyjne jako jarmark ofert i przebiera w nich jak w ulęgałkach szukając jelenia, który będzie robił jak najwięcej, za jak najmniejsze pieniądze. Szanujące się firmy od razu podają, jakie zarobki wchodzą w rachubę. Pozostałe próbują z bezrobotnego zrobić idiotę i bazują na odwiecznym braku asertywności ze strony rekrutowanego.

Dlatego też Szukający Pracy, nie bójcie się pytać na samym początku rozmowy za jakie pieniądze macie odsprzedać firmie swoją wiedzę i umiejętności, bo być może padnie odpowiedź, która przekreśla sens waszego dalszego wywnętrzania się na swój temat i zmarnujecie czas swój i rozmówcy. Zacznijcie się cenić, a nie przychodźcie na rozmowę jak zbite psy, które przyjmą każde pieniądze i każdą pracę.

Pieprzeniem w bambus jest poradnikowe stwierdzenie, że nie pytanie o pieniądze a jedynie przedstawienie swojej oferty może spowodować, że ktoś Wam zaproponuje lepsze stanowisko. To się zdarza niezmiernie rzadko. Z reguły rekrutujący od samego początku wie kogo i za jakie pieniądze chce zatrudnić, a rozmowa kwalifikacyjna ma na celu jedynie znalezienia kogoś kto oferuje odpowiedni poziom wiedzy i umiejętności oraz osobowości i zgodzi się pracować za wyznaczoną stawkę.

Tak więc wyjściem do wszelkich rozmów kwalifikacyjnych jest ustalenie sobie za ile chcę pracować. Na razie to nie Ameryka, że zatrudniony jako goniec, z czasem staje się prezesem firmy. Zapomnijcie o tych bajkach i spójrzcie realnie na polski rynek pracy. Rynek jest gówniany, gówno oferuje, a wciąż głównym atutem zatrudnienia są znajomości i koligacje rodzinne. Jeszcze długo rozmowy kwalifikacyjne będą w Polsce jedynie zachodnią modą, a nie narzędziem mającym na celu zdobycie dobrego pracownika.

Wniosek: Ceń się, bo sprzedać się za grosze zawsze zdążysz.

24.11.2008
dodał: sierpowy
Odsłon: 2683

KOMENTARZE

Brak komentarzy
Nie możesz Colę dować