W dupę uprzejmi - Polska

W dupę uprzejmi -  Polska Polak potrafi - to wiemy nie od dziś, jednak czy ktoś zastanawiał się nad tym, co dzieje się w codziennym życiu u takiego Kowalskiego Jana w głowie?

Czy myślał ktoś nad tym, do jakiego przekłamania zdolne są jego szare komórki? Widzimy go co dzień wychodząc do pracy, do sklepu, na spacer. Mijamy się,  mówimy mu "Dzień dobry", on rzuca nam swój ironiczny, plastikowy uśmiech, pytając z zafascynowaniem jak się mamy mimo, że ma to totalnie w dupie. Zakładam, że jest tak na całym świecie. Jednak o ile u sąsiadów dostrzega się tę lepszą stronę medalu,  o tyle u nas ta gorsza jest dużo bardziej widoczna niż gdziekolwiek indziej (takie przynajmniej odnoszę wrażenie).

No więc tak: Janek mówi nam "Dzień dobry", jednak to, co przechodzi przez usta głęboko kłóci się z tym, co siedzi w jego głowie. W gruncie rzeczy "Dzień dobry", to ocenzurowana wersja oryginału brzmiącego mniej więcej tak: "O, idzie ten kutas z naprzeciwka". No faktycznie niewielka różnica - nie to żebym miał wszystkich Polaków za chamskich i wrednych, jednakże sam nie jestem święty i z wielkim dystansem do samego siebie stwierdzam, że my jako naród tak po prostu mamy.

Może to być nasz największy wróg lub najlepszy kumpel, jednak gdy życie stawia go, często przypadkiem, w lepszej sytuacji od nas, podświadomie ciężko przez gardło przechodzą nam takie słowa jak np. "Gratuluję". To, że nie stać nas na odrobinę entuzjazmu, gdy kogoś nie lubimy lub mamy do niego obojętny stosunek, jest całkiem normalne. Jednak gdy udaje się coś znajomemu i stawia wskaźnik jego zadowolenia powyżej przeciętnej, wówczas nasz wskaźnik, graniczący z optimum, od południa daje o sobie znać i wpływa na naszą psychikę w ten sposób, że nie potrafimy cieszyć się czyimś powodzeniem, mając świadomość, że nam samym się nie powodzi.

To tak jak z radością, kiedy uda nam się zrobić coś wyjątkowego chodzimy zadowoleni, często chwalimy się, dzielimy tym faktem z innymi. Jednak jeśli ktoś osiągnie to samo, co my wówczas nasze zadowolenie spada... Mina staje się smutniejsza, a i satysfakcja też zanika gdzieś we mgle świadomości... Choć teoretycznie powinniśmy cieszyć się jeszcze bardziej, bo przecież to z czego do niedawna byliśmy tak zadowoleni, spotkało kogoś bliskiego, kto zapewne cieszy się równie mocno z tego faktu. Niestety czujemy się tacy zwyczajni, na tym samym poziomie i choć nie mamy wówczas wrogich myśli, po prostu nie traktujemy już tego zdarzenia jako szczególnego, lecz notujemy jako kolejną płytką notkę w morzu życiowych faktów.

Możecie mówić, że ja taki/taka nie jestem, że ja odnoszę się do swojego otoczenia szczerze, że nigdy nie udaję i nie mam nikomu za złe tego, że życie traktuje ją/jego lepiej ode mnie. To jest właśnie to do czego zmierzał tytuł tego artykułu. Wierzymy w dobro naszego charakteru, uważając nasze myśli za przyjazne i sprawiedliwe, jednak w najmniej oczekiwanym momencie nerwy opanowują naszą psychikę, wzbudzając w niej takie uczucia jak złość czy zawiść, co często trwa niewiele ponad parę sekund. Nie zmienia to jednak faktu, że taka reakcja zachodzi i choć czujemy się niewinni, tak naprawdę popełniamy "grzech".

Schizofrenia? Być może to zbyt odważne słowo,  jednak jak określić fakt, który nie dotyka jednostek lecz ogół społeczeństwa? Czy to choroba? Wyrafinowana zdolność manipulowania emocjami? A może zdolności tej brak? Niestety nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie... Może Wy spróbujecie?
 

02.12.2008
dodał: sierpowy
Odsłon: 1397

KOMENTARZE

Brak komentarzy
W Azji występują bardzo rzadkie okazy kobiet?