Nie milkną echa incydentu w Gruzji, z udziałem naszego prezydenta. Przypomnę: konwój został ostrzelany z kałasznikowów, moździerzy, czterech rakiet atomowych i dwudziestu pigmejów- samobójców, stanowiących pociski do broni artyleryjskiej. Lech Kaczyński, mimo iż stracił w tym ataku obie nogi i rękę, zdołał uratować trzy staruszki oraz pobliski dom dziecka, strzelając do przeciwników z pistoleciku pożyczonego od brata.
KOMENTARZE