Nieumiarkowanie w jedzeniu. Nieumiarkowanie też – w piciu. Czyli kryzys po Polsku.
Znana i lubiana powszechnie maksyma nie ma swego zastosowania w świąteczne dni oj nie ma. Gdy już trudno poluzować spodnie, a guziki są na wskroś roztwarte warto przed metabolicznym uderzeniem sufitu o podłogę naszego żołądka, zastanowić się nad treściwą formą, nie zawartości naszego tobołka obfitości, ale właśnie tego stwierdzenia.
Naocznie przekonać się o tym mogłem podczas pasterki w mojej rodzinnej, czy jak kto woli ‘z urzędu’, parafii. Otóż ksiądz ‘kapelan’ z lubością i wykwitem czerwonych policzków zaczął czytać . Skończył. Poleciało dalej, początkiem mszy. Bach. „Yy. Aa. Przepraszam, ale tu jakiś aniołek przekręcił strony i nie przeczytałem właściwych intencji” i kabarecik od początku. Ta… Aniołek. Wóda mości księdzu, wóda. Pomyłka, niby rzecz ludzka. Ale…
No więc nie jestem pewny, ale wydaje mi się, że po świątkach, już nie markiety, ale przede wszystkim sklep z robalem w czarne kropy i apteki przeżywają oblężenie. Bo w jednym można kupić po rozsądnej cenie różowy i in primo tani, ‘zewa miękki i wcale nie softis’- papier w motylki, a w drugim ‘stop-gas’ tabletkę.
Więc ludu - (( powiem jak mój Ksiądz ‘kapelan’ – parafianinie ( Parafianin: członek parafii; człowiek zacofany i ograniczony – encyklopedia PWN )) OPAMIĘTAJTA SIĘ KURWA. Gdzie tyle żreć można. Nie słyszeli że kryzys?...
… Słyszałem ciekawą anegdotę. Przytoczyć nie potrafię, sparafrazuję; ale w głównej mierze chodziło o szał przedświątecznych zakupów. Ludzie zachowują się tak, jakby w życiu na zakupach nie byli. Zakrawa to już na to, że nie dość że bida, to każdy udaje przepych. Nie masz za co? Więc się nie trać. Jak mówi jedno z dobrych przysłów. Fakt – drugie brzmi. Bogatego nie stać na to, na co stać biednego i właśnie to jest bliższe prawdzie przed wigilijnych zakupów. W każdym razie parafrazując było to tak, iż u nas wszystko jest na końcu. Hity w radio mamy z rocznym opóźnieniem. Więc jak inaczej może być z kryzysem? Będzie za rok. Więc ja już szczerze zęby, bo wreszcie pod markietami będzie gdzie zaparkować. Więc ludzie. Umiarkujcie się.
Oczywiście czym był by człowiek, który umie dawać dobre rady, a nie umie świecić sam przykładem. Na ten ‘przykład’ wskazałem mojego kapelana z rumieńcem i oto mogę pokazać - siebie… Czyli ‘mom’ skromną osobę…
Otóż Sylwester - piękne marketingowe święto - gdzie nie trudno dostać butelką w szacowną rzyć lub w przysłowiowe kakaowe oko, gdyby ktoś znał inną odmianę słowa dupa, czyli dup ę z francuskiego, chwaląc się ekwilibrystyką linguo-znawczóóm. Ale sylwestra też trzeba z godnością przeżyć, co osobiście mogę potwierdzić.
190 zł za osobę, cena za ten wspaniały i niepowtarzalny jak głoszą media – opiniotwórcze – czyli wszystkie, wydaje się niedrogo. Tyle właśnie za osobę liczono sobie w pewnej z restauracji za sylwester w tropikach. Każda inwestycja przy racjonalnym obrocie kapitałem może się zwrócić. Open Bar – był… Z tego co udało mi się policzyć to samego Whiski za 175zł wypiłem, nie mówiąc o innych trunkach, w tym standardowej przez W-u i O-zKreską – czystej.
Więc znów zgrzeszyłem. Tak jak mój ksiądz kapelan. Zgrzeszyłem. Tak więc ludu – uważajcie, a do tego zdrowia i wstrzemięźliwości, noworocznych postanowień i trzeźwych mszy i jeszcze raz pieniędzy. Albo inaczej. Pijmy do woli bo wg majów za trzy lata ( nie, nie Polska mistrzem Euro.). Za trzy lata koniec świata. Wg Nostradamusa też. Więc grzeszmy obżarstwem łakomstwem i nieumiarkowaniem.
KOMENTARZE