I to jeszcze jak! Nurkuję czasem po głębinach internetu w poszukiwaniu skarbów... Niestety raz po raz natrafiam na wraki. Kobiet! Wrak - czyli kobieta, która w "niejednym porcie kotwiczyła", to obecnie zjawisko, które nikogo dziś nie dziwi.
Mniej więcej 10% studentek, to prostytutki szukające "przyjaciela", którego nazywają sponsorem. Taka prostytutka - studentka zazwyczaj wyrusza na łowy na czaty internetowe, bądź umieszcza swoje ogłoszenie w serwisach randkowych. Przeważnie pada w takim ogłoszeniu zdanie, że ona się szanuje i szuka tylko jednego, z którym się zaprzyjaźni! Problem zaczyna się, kiedy ten "jeden" po pierwszym razie szuka kolejnej studentki, która też szuka "jednego". Wtedy ta studentka znów pisze ogłoszenie, że szuka tego jednego, a nie kilku, bo nie jest prostytutką i się szanuje... No i sytuacja się powtarza. Sponsor po dwóch spotkaniach ma ochotę na nowe ciastko, a prostytutka idzie znów na czat i szuka tego "jednego". Bo się szanuje... Czy to nie szczyt debilizmu - dziwka, która się szanuje?!
No dobra, każdy lubi się zabawić i seks jest dla ludzi - nawet z prostytutką. Ale niechże one umieją nazywać rzeczy po imieniu. Kiedyś ze znajomym przeprowadziliśmy eksperyment. Pod dworcem spostrzegliśmy prostytutkę i zaryzykowaliśmy. Standardowo teksty na "dzień dobry" z prostytutką wyglądają zapewne inaczej, ale my poszliśmy na całość. No i zagailiśmy:
- cześć, jesteś prostytutką?
- spierdalaj
- aha...
Poszliśmy dalej. Koło hotelu stało dwie dziewczyny w stroju "nie podlegającym dyskusji" i teraz podchodzimy do nich:
- cześć dziewczyny
- cześć chłopcy
- jesteście prostytutkami?
- weź człowieku uważaj co mówisz jak nie chcesz mieć problemów!
Poszliśmy dalej i nie mogliśmy wyjść ze zdumienia jak te kobiety się szanują... Siedliśmy na przystanku, zapalili i nie minęło 2 minuty jak pod nasze dwie koleżanki podjechało czerwone audi a4. Krótka wymiana zdań, charakterystyczna kokieteria i dziewczyny wsiadły do samochodu. Natomiast my ze znajomym oficjalnie zaprzestaliśmy doświadczenia i poszliśmy do klubu, gdzie miały wić się długonogie sarenki...
Zaraz po tym jak usiedliśmy i zamówili po drinku podeszło do nas dwie brunetki w stroju "nie podlegającym dyskusji". Dziewczyny grzecznie i z kokieterią zapytały, czy nie potrzebujemy towarzystwa. Usiadły i poprosiły o drinka - to taki standardowy zabieg na jeleni... Oczywiście my się szanujemy (nie jesteśmy jeleniami - o nie!) i trzymamy klasę z kolegą jak na dżentelmenów przystało i nie możemy odmówić...
Podczas rozmowy z dziewczynami poruszyliśmy temat naszego eksperymentu i dowiedzieliśmy się, że określenie "prostytutka" jest odbierane jako obraźliwe i że czasem już lepiej powiedzieć do dziewczyny "dziwka", że to taki standard w tym środowisku. Zastrzegły jednak, że one same nie zaakceptowałyby takiego określenia, bo się (oczywiście) szanują i jeśli już, to "dziewczyny do towarzystwa", bo "nie brzmi chamsko".
Cóż, późniejsze godziny - jak na prawdziwych dżentelmenów przystało - spędziliśmy w towarzystwie dziewczyn, które się szanują i mają swoje zasady. Jedna z zasad to taka, że się nie targują.
Wracamy do hotelu biedniejsi o 750 zł, ale z dobrym samopoczuciem. Po drodze napotykamy jedną "szanującą się dziewczynę", przez myśl nawet przeszło, aby zapytać, czy nie jest dziwką, bo przecież to mniej obraźliwe niż "prostytutka", ale ostatecznie kolega mnie powstrzymuje i kończy się na puszczeniu oczka, na co dziwka odpowiada nieśmiałym, lecz zachęcającym uśmiechem.
Nazajutrz wracam do domu, żona wita mnie obiadem, dzieci chwalą się ocenami, pies skacze i merda ogonem, lecz jakoś inaczej niż zwykle mnie obwąchuje...Naprawdę nie wiem o co mu chodzi...
KOMENTARZE