Każdy, kto widział kilka dni temu ostatni w tym sezonie mecz Lecha Poznań w europejskich pucharach wie, że poznaniacy zasłużenie przegrali. Nie mieli zupełnie pomysłu na grę w drugiej połowie, a zmiany przyniosły odwrotny skutek do oczekiwanego. Razi jednak nie porażka, lecz porażająca... pomysłowość graczy włoskiej drużyny. Jak oni to robią? Skąd biorą takie genialne pomysły, żeby oszukać sędziego?
Czasem wydaje mi się, że żeby dokładniej zrozumieć psychikę Włochów, należy cofnąć się do akcji odbicia Mussoliniego podczas II wojny światowej. Wtedy to jego rodacy, broniąc uwięzionego „Duce”, spanikowali przed znacznie mniej liczną grupką Niemców, z których wielu było rannych. Anglicy mogą się śmiać z tchórzostwa Francuzów, ale dla reszty Europy to właśnie Włosi pod względem historycznym są najapetyczniejszym kąskiem na tym polu.
Pech chciał, że naród ten został mistrzem świata w piłce nożnej w roku 2006 i trzeba przyznać, że zasłużenie. Jednak nie łudźmy się, że po tych mistrzostwach Włosi wyrzekną się na dobre aktorstwa na boisku. Zresztą w samym finale Zidane przekonał się, jaki „styl” będzie królował do następnych mistrzostw.
Mecz Udinese z Lechem był istną sztuką, majstersztykiem godnym Janusza Wajdy. Tyle lat już oglądam piłkę nożną, a nie widziałem jeszcze niektórych zagrań. No bo kto normalny by wymyślił, że kiedy wyrzuca się aut, nagle trzeba zawiązać buta? A że ręce się trzęsą, to wiązanie trwa bardzo długo. Albo obrońca włoskiej drużyny zderza się z... własnym bramkarzem. Przechodzi po tym kilka metrów (w czasie których mógłby chociaż zejść z boiska), po czym ostentacyjnie pada na murawę. Niemrawo wbiegają lekarze, dokonują wstępnych zabiegów, odprowadzają piłkarza za linię boiska, po czym następuje... cud! W jednej chwili wszystkie siły witalne wracają! Alleluja!
I najlepsza „perełka” ze wspomnianego meczu: jakaś reakcja sędziego nie spodobała się bramkarzowi Udinese. Co zatem robi ten ostatni? Biegnie na 40 metr przed bramkę i opieprza arbitra! Oczywiście musi za to dostać żółtą kartkę, której pokazanie i odnotowanie również zabierze kilkanaście cennych sekund, tak samo jak powrót do bramki. Do tego dodajmy kilkadziesiąt ostentacyjnych upadków lub żegnanie się ze wszystkimi schodząc z boiska... Prawdziwi mistrzowie świata!
KOMENTARZE