Polska rzeczywistość oczami bezrobotnego

Polska rzeczywistość oczami bezrobotnego Historia, którą postaram się pokrótce opisać, wydarzyła się niespełna trzy tygodnie temu. Ale co takiego dokładnie się wydarzyło ? ….Posłuchajcie.


Był dwudziesty piąty dzień stycznia, gdy dotarło do mnie, że w lutym kończy mi się dwuletnia umowa z dotychczasowym pracodawcą. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, ze znalezienie kolejnej pracy graniczyło z cudem. Wprawdzie mogę się pochwalić już dyplomem uczelni wyższej, władam przeważnie biegle językiem angielskim i potrafię skonstruować kalendarz Dyrektora, to jednak… No właśnie czegoś wciąż brakuje, aby znów dołączyć do grona narzekających na nadmiar pracy  szczęśliwców. Brak układów. Zaraz, zaraz. A może to taka reakcja obronna, ucieczka od jakiś własnych niedociągnięć, może wypatrywanie niczym czapla winnych kryzysu bankierów, ekonomistów, prawników, polityków. A może po prostu Kula Ziemska jest na tyle przeludniona, że zabrakło etatu dla mnie.


No nic. Lekko zrezygnowana schowałam wszelkie zaświadczenia o szkoleniach, kursach, uprawnieniach do lewej kieszeni marynarki. Do prawej dyplomy ukończenia uczelni wyższych. W portfelu prawo jazdy, za oknem śliczny model fiata Uno z dziewięćdziesiątego siódmego rocznika. W garażu  jeszcze kolarzówka i seria marzeń o dalekosiężnych rajdach… I teraz ja, stojąca z tym całym bagażem zebranych świstków (przepraszam za błąd, miało być „doświadczeń”). To ja podjeżdżam nieśmiało pod same drzwi urzędu pracy. Oczywiście od strony zaplecza. Jeszcze dwa szybkie pociągnięcia grzebieniem, mrugnięcie sklejoną srebrnym tuszem powieką i wyjście z mobilu. Podchodzę do drzwi, zdają się kręcić w koło. To ten rodzaj drzwi, z którymi borykałam się w większości urzędów. Wchodzę i wychodzę znów w tym samym miejscu. Efekt jeden. Nie załatwiam nic. Tym razem byłam zdeterminowana. Kręcąc się kilkakrotnie w kółeczko wyszłam  na tę stronę świata, do której chciałam dzisiaj dotrzeć. A tam. Słuchajcie. Pani w recepcji taka miła, z szerokim i jednocześnie lekko zakrzywiony uśmiechem – zupełnie jak z reklamy usług lotniczych ( to takie własne przemyślenia). Nagle oschłe „słucham?!”. Czy spodziewaliście się takiego rozwoju wydarzeń? Ja nie, więc stoję jak słup, a za mną tworzy się niebawem kolumna innych słupów. Tyle, że oni mają numerek, a ja nie. Zostaję więc odesłana do automatu. Nie taki znany z uczelni na napoje, bądź batoniki lub indeksy. Automat życzeń. Proszę Państwa. Oczom nie wierzę. A tam instrukcja. „Wybierz jeden, jeśli straciłeś pracę, wciśnij dwa jeśli ktoś pomógł ci stracić prace, wciśnij trzy, jeżeli nie wiesz dlaczego Twoje życie uległo zmianie, cztery możesz wcisnąć, ale na własne ryzyko. Pamiętaj, wciskając przycisk czwarty, oczekuj pomocy Naszego doświadczonego pracownika z sekcji doradczo –szkoleniowo –wspierająco -motywującej. Nie ponosimy odpowiedzialności za jakość świadczonych usług”. U dołu automatu, jeszcze krótki slogan „Twój problem z pracą, to nie Nasz problem. Zapamiętaj”.


Ach…zrobiło się duszno i ciężko zarazem. Stałam w niepewności oczekując, aż zjawi się ktoś, kto pchnie kolejne części słupowego domina i w ten sposób znajdę się przy odpowiednim stanowisku. Drapiąc się po plecach świeżo wydrukowanym numerkiem rejestracyjnym, zaczęłam błądzić wzrokiem i nawet w myślach. W końcu zostałam wezwana do pokoju na pierwszym piętrze po lewo. Dziś nie pamiętam dokładnie numeru. Puk, puk, łup, łup, i nic…Cisza. Śmiech. Cisza. Śmiech. Zapukałam ponownie i nie czekając na zaproszenie, pchnęłam drzwi czubkiem kozaka.


Tak jak się spodziewałam, tak jak myślałam, tak jak inny mi często powtarzali. Po drugiej stronie drzwi stali pracownicy z pulą ofert pracy. Każdy z nich trzymał po osiem segregatorów z aktualnymi potrzebami kadrowymi lokalnych pracodawców. No i się zaczęło przebieranie w ofertach, co rusz to lepsza i lepsza. I pewnie trwałoby to jeszcze kilka godzin, aż stos słupów (petentów) runął by z hukiem. Lecz była już jedenasta dwadzieścia, a ja nadal nie wyszłam z samochodu i nie przekroczyłam drzwi urzędu pracy. Dlaczego? Być może wiem, co mnie tam czeka. Być może wiem, ze nie czeka mnie to co przed chwilą było w mojej wyobraźni. Co więcej, widocznie wyobraźnia podpowiada mi, żeby spróbować. W końcu automaty na numerki do rejestracji to jeszcze nie powód by dostać się do pokoju sto siedem.


Dziękuję

02.04.2009
dodał: sierpowy
Odsłon: 1200

KOMENTARZE

192.111.32.170 | 982 dni temu
No i co tam słychać? ;)
192.215.204.242 | 1040 dni temu
Nie dziwi mnie, iż nie mogłam oderwać wzroku od artykułu, dopóki nie wyssałam z niego ostatnich sycących liter :) Gratuluję i czekam na kolejne teksty.
214.45.167.24 | 1040 dni temu
Witaj Aniu jak zwykle ślicznie napisałaś, ty zdolniacho :) Czekam na dalszą część opowiadania i wierzę, że zakończy sie to wszystko dobrze .. Pozdrawiam
imprezować można pod krzyżem