Wielkanoc po Polsku

Wielkanoc po Polsku Polarny czasami ma wrażenie, że życie zakotwiczyło go w kraju brudasów i obżartuchów. Normalnie pierdolca można dostać, jak się słyszy rozmowy w których prym oczywiście wiodą kobiety. Na około wciąż tylko słychać ile to sprzątania przed świętami, ile to trzeba okien umyć, prania zrobić, szaf posprzątać, no i oczywiście ile to żarcia trzeba narobić.



A czym właściwie są te święta? Niczym innym jak trochę dłuższym weekendem. W sumie nawet dużo krótszym niż ten, który często zdarza się w maju.

Jakby tak z boku posłuchać, to w naszych mieszkaniach jest totalny syf. Wszyscy na około zaczynają sprzątać, no może sprecyzuję - wszystkie. Czy Wszyscy przez zimę narobili takiego syfu w swych gawrach, że teraz trzeba przez tydzień to wszystko odgruzowywać? A może święta w mózgach kobiet wywołują jakąś nienormalną potrzebę sprzątania? Może warto zbadać, jaki to hormon oddziałuje na kobietę, tak, że czuje nieodparty pociąg do szmaty i mopa? Mogłoby to się przydać by skierować jego działanie na inne pożyteczne cele.  

No i te żarcie. Pisałem już o obżarstwie na Boże Narodzenie. Wielkanoc nie różni się niczym od tamtego święta. Znowu tony ciast, setki jajek i pieczeni, a wszystko po to aby…? No właśnie, może ktoś mi wytłumaczy po co te tony żarcia, które później, już nie pierwszej świeżości, trzeba wpieprzać przez cały następny tydzień? Czy nasza narodowa tendencja do biesiadowania jest tak w Nas zakorzeniona od dziada pradziada, że my również musimy siąść do stołu na przednówku aby napchać kałduny?

Polarny w tym roku się kompletnie zbuntował. Żadnego wariactwa, żadnego szaleństwa. Tradycji stanie się zadość, bo na stole będzie biała kiełbasa, jajka i żurek, ale żadnych ekstrawagancji. Na obiad jakaś potrawa z zająca, na przystawkę do śniadania sałatka jarzynowa, śledzie, jakaś wędlina i tyle. Po co więcej?

Nie rozumiem świątecznej krzątaniny, pogoni za zakupami, świrowania ze sprzątaniem. Drażni mnie to i działa na nerwy.

To świąteczne obżarstwo bawi mnie tym bardziej, że doktryna katolicka przedstawia wyznawcom swojej religii siedem grzechów głównych, z których jednym jest „nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu”. A cóż robi przeciętny katolik w niedzielny świąteczny poranek? Wpierdala śniadanie, aż mu jajka uszami wychodzą, później nie wstając od stołu zaczyna jeść obiad, by na koniec prawie rzygając popchnąć to wszystko sutą kolacją. Czy to się właśnie nazywa umiarkowanie? No i jestem ciekaw, czy rzeczony katolik po takim obżarstwie nie zapomni się wyspowiadać? Wszak przecież z pełną premedytacją odda się cielesnej uciesze napychania trzewi.

WNIOSEK: ŚWIĄTECZNY STÓŁ TO MIEJSCE SPOTKAŃ, A NIE KORYTO DLA ŚWIŃ
19.04.2009
dodał: sierpowy
Odsłon: 1204

KOMENTARZE

10.121.170.159 | 1128 dni temu
Ig, czy jesteś z partii feministek Pani Kazimiery?
217.47.30.59 | 1129 dni temu
Może by tak,Panie Polarny mniej wulgaryzmów! A nie pomyślał Pan, iż może kobieta czuje nieodparty pociąg do szmaty i mopa, bo ma w domu zamiast partnera w życiu, to świnię, która uwali się i leży, kiedy się już nażarła?!
10.121.170.159 | 1129 dni temu
Święta, to po prostu jedna wielka komercha.
Kurski jest mistrzem kierownicy