Jak ja nie lubię niedzieli!

Jak ja nie lubię niedzieli! Osobiście nie lubię niedziel. Od dziecka, siódmy dzień tygodnia kojarzył mi się z przymusową wizytą w kościele, obowiązkowym rodzinnym obiadem i odświętnym ubraniem. Nawet zabawy z dziećmi na podwórku były jakoś dziwnie spokojne. Poza tym „czerwony” dzień z kalendarza, nieubłaganie przypominał, że zbliża się poniedziałek, a wraz z nim – czas do szkoły.



Dorosłam. Zaczęłam sama decydować o tym gdzie chodzę w niedzielne popołudnia, jak jestem ubrana i w co się „bawię”. Jednak siódmego dnia tygodnia, nadal nie lubiłam.

Zaczęłam pracę. 365 dni w roku niezależnie od godziny, miesiąca, miałam w niej dyżury. Nawet w niedzielę. Paradoksalnie zapragnęłam, aby znów kojarzyła mi się z ostatnim dniem odpoczynku, obiadem u dziadków oraz białą bluzką.  W którymś momencie przestałam o niej myśleć. Dni tygodnia zwyczajnie nie miały dla mnie znaczenia.

W końcu, rozpoczęłam studia weekendowe … Pamiętam, że była deszczowa zimna niedziela, a ja wracałam głodna z zajęć. Ponieważ nikt nie czekał na mnie w domu z ciepłym obiadem, postanowiłam zjeść coś w  knajpie z fast food’em. Nawet chwilę się zawahałam, nie byłam przekonana czy nie będą patrzeć na mnie jak na idiotkę. W końcu nie miałam zamiaru jeść w restauracji, tylko w zwykłej knajpie z niezdrowym żarciem. Jakie wielkie moje zdziwienie było, kiedy okazało się, że nie ja jedyna miałam pomysł na „niedzielny obiad”. Być może nie byłabym tak zdziwiona, gdyby nie fakt, że przy stolikach nie siedziały wcale samotne osoby. Lokal przepełniony był rodzinami, odświętnie ubranymi, wracającymi pewnie prosto z kościoła lub rodzinnego spaceru.

Sen o idealnej niedzieli pękł jak bańka mydlana. Wzięłam swoje zamówienie i usiadłam do stolika nie wierząc własnym oczom. Nie jestem „zacofana”. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że mamy XXI wiek, ale życie instant, cała amerykanizacja przestaje mnie bawić. Siedziałam, jadłam swojego „długera” i zastanawiałam się dlaczego ludzie nie spędzają tego czasu w innym miejscu. Ocknęłam się dopiero wtedy, gdy podszedł do mojego stolika człowiek.
Na początku przywitał się grzecznie, przeprosił że przeszkadza i życzył smacznego mimo tego, że wcinałam prawie ostatnią frytkę … Powiedział, że jest bezdomnym, ma tylko złotówkę i jest bardzo głodny. Miałam nieodparte wrażenie, że czyta w moim myślach, bo zaraz pewnym głosem dodał, że Caritas w niedziele nie daje ciepłych posiłków … Dałam mu 5 zł i spojrzałam po raz ostatni na obraz sielanki. „Beznadziejna ta niedziela, taka sama jak wszystkie inne dni tygodnia” – pomyślałam i wyszłam zostawiając za sobą roześmiane grono dzieciaków i ich rodziców.

19.06.2009
dodał: sierpowy
Odsłon: 1343

KOMENTARZE

Brak komentarzy
Odkryto prawdę o kobietach