Osobiście nie lubię niedziel. Od dziecka, siódmy dzień tygodnia kojarzył mi się z przymusową wizytą w kościele, obowiązkowym rodzinnym obiadem i odświętnym ubraniem. Nawet zabawy z dziećmi na podwórku były jakoś dziwnie spokojne. Poza tym „czerwony” dzień z kalendarza, nieubłaganie przypominał, że zbliża się poniedziałek, a wraz z nim – czas do szkoły.
KOMENTARZE