Homo katolus – czyli osoba, która cały swój wolny czas poświęca na obronie krzyża, modleniu się w kupie podobnych sobie ludzi i bójkach z policją/strażą miejską/politykami (niepotrzebne skreślić).
Oglądając codziennie wiadomości, nie dość, że można zgubić szczękę, która w momencie szoku opadnie nam na ziemię, to jeszcze istnieje spore ryzyko, że jak opadną nam ręce, to cofniemy się na drzewa i zaczniemy polować na zwierzęta. Codzienne utarczki katolów alias „obrońców krzyża” z całą resztą świata stawiają Polskę w bardzo niekorzystnym świetle na arenie międzynarodowej.
Na Zachodzie mają już nas za nowy gatunek, z którym wstyd obcować. A potem się wielce dziwią w Sejmie, że ten i ten nie przyjedzie, bo się boi, że go krzyżem zaciukają, a inny z kolei nie podpisze umowy, bo nie zna się na języku małp. Tak niestety to wygląda: ludzie zachowują się jak niespełna rozumu naczelne – nie wskazujemy nikogo paluchem, lecz oceniamy obywateli jako całość.
Ciężko zrozumieć, po co właściwie trwają te wojny moherów. Nikt przecież krzyża nie chce sprofanować. Szczęście, że już go zabrano sprzed Pałacu Prezydenckiego, bo inaczej trzeba byłoby wysłać ekipę z piłą mechaniczną, żeby raz na zawsze zaprowadzić tam porządek. A naiwnym, którzy myślą, że poświęci go sam Benedykt XVI, mówimy stanowczo: NIE! Naprawdę – Wawel to wystarczający powód do tego, by się na to nie godzić.
KOMENTARZE