Mentalność polskiego kibica

Mentalność polskiego kibica Polacy wprost uwielbiają, gdy ich rodacy osiągają sukcesy w sporcie. Jest to jak najbardziej poprawne, lecz tylko na pierwszy rzut oka.

 

Nie zapominajmy, że dzieje się tak tylko wtedy, gdy polski sportowiec ma się czym pochwalić. Pamiętacie Małyszomanię? Chyba nie było w Polsce człowieka, który by mu nie kibicował. Miluśko, tylko dlaczego doping skończył się w momencie, gdy Adam podupadł na formie? Czy to oznacza, że nie jest już wart naszej uwagi? Nie!

To jedynie efekt polskiej mentalności. Popatrzcie na sukcesy Roberta Kubicy – jedyny rodak w F1, który coś osiągnął. Od tego czasu mamy nagle w kraju wysyp fachowców od Formuły, i tylko patrzeć jak trzy czwarte dostanie się do teamu Kubicy, aby przyłożyć rękę do jego zwycięstw. Szkoda, że podczas tych mniej udanych wyścigów Roberta słyszy się teksty typu: „Cienias, nie powinien jeździć”. Wybitnie świadczy to o braku kultury, lecz najbardziej rzutuje chyba na to, że Polacy są zajebiście interesowni. Udaje się – są super, coś nie wychodzi – mieszają sportowca z błotem. Ile razy już tak było?

Kibice polskiej reprezentacji w piłce nożnej mogliby samymi okrzykami wygrać cały mecz. Ale jak Polacy go przepierdolą, to lecą bluzgi i afera idzie na cały kraj. Cieszyć się w takiej sytuacji można tylko w chwili, gdy nie dojdzie do żadnej bójki. W mojej pamięci do końca życia pozostanie upadek polskiego kibicowania, którego apogeum przypadło na śmierć Jana Pawła II. „My będziemy grzeczni” mówili kibole podczas meczu. I owszem, pomodlili się grzecznie, ale potem i tak wyciągnęli pały, aby napieprzać się na stadionie. W imię czego? Może Boga, do którego chwilę wcześniej modlili się w intencji zmarłego Papieża? Te pytanie pozostawię bez odpowiedzi... Gwoli refleksji, ot i co.

08.12.2010
dodał: Shi
Odsłon: 518

KOMENTARZE

Brak komentarzy
Nie możesz Colę dować