W końcu niedziela! Ubierasz się pięknie do kościółka, żeby "wierni" nie pomyśleli o Tobie źle... Bo gdzie jak gdzie, ale w kościele obowiązują pewne niepisane reguły gry.
Jesteś już w kościele. Zerkasz dyskretnie dookoła czy na pewno każdy kogo to obchodzi zauważył Twoją obecność. Wierz mi, są tacy, których obchodzi to czy tam idziesz, jak się ubierasz, oraz czy rzucasz na tacę i czy znasz na pewno wszystkie pieśni bez zająknięcia. No i czy przypadkiem nie mówisz "ament" zamiast "amen". To jest zajebiście ważna rzecz w kościele, jesli chcesz dobrze w nim wypaść.
Dość ważny jest moment przekazywania sobie "znaku pokoju". Różnie się go praktykuje w Polsce - zalezy od regionu. Jedni skiną tylko głową ze spuszczonymi oczyma i w duchu życzą Ci "wszystkiego najlepszego", inni podadzą rękę. Musisz jednak się opamiętać i nie przybijaj "piątki" swoim ziomkom. Mówimy "pokój nam wszystkim", bo jestes w kościele, a nie na dyskotece i teksty typu " z mojej strony wporzo" są lekko nie na miejscu.
Udając że słuchamy na kazaniu, najlepsze jest powolne kiwanie głową, co ma sugerować, że zgadzamy się ze słowami prowadzącego imprezę. Robi to wrażenie na naszych obserwatorach. Nie klaszczemy i nie krzyczymy "biało - czerwoni".
Po kazaniu jest kluczowa ceremonia kościelna. Skarbnik, który właśnie zszedł z ambony robi bardzo dokładny obchód i idzie do każdego z wiernych. Podsunie Ci on tacę pełną pieniędzy. Nie częstujemy się nimi, lecz dajemy! Ruchem jednostajnym. Jak masz całe 100 zł, to rzucaj i ani nie próbuj sobie wydawać, bo Twoi obserwatorzy natychmiast to odnotują i po sumie będziesz konkretnie obsmarowny, opluty i pogoniony laskami, a potem na mieście dopiero odczujesz, że konkretnie zadarłes z boskim prawem.
Po mszy wszystko wraca do normy... Ludzie wracają do domów i opowiadaja co widzieli. Potem siadają do okien, żeby widzieć to o czym znów będą gadać. Pod blokiem znów się biją i ktoś włamał sie do piwnicy. Ktoś zdradził żonę w burdelu, a żona męża na plebani. Amen.
KOMENTARZE