Po katastrofie lotniczej jednostki Tupolew, normalną reakcją było wszczęcie postępowania śledczego. Jednakże w tym momencie co niektórzy zaczynają przeginać..i to mocno.
10 kwietnia 2010 roku w Rosji, dokładnie nad Smoleńskiem rozbił się polski samolot rządowy. Na pokładzie znajdowało się 96 osób. Delegacja leciała na uroczystość upamiętniającą zbrodnie katyńską.
Nikt nie przeżył.
No i tu zaczynają się schody. Świadków rzetelnych brak, tragedia wydarzyła się na obczyźnie, nikt nikomu nie wierzy. Wszczynają śledztwo.
Cel - czarne skrzynki. Potrzebne są zapisy techniczne. Co, gdzie, za ile i dlaczego tak długo? Sprawę przejmują Rosjanie. Ciśnie się na usta-z jakiej racji obce państwo zabiera się za naszą katastrofę? Co im tak zależy na pierwszeństwie? A może to wszystko było ukartowane? Wszak ktoś kiedyś rzekł, że aby w Polsce zaczęło się dobrze dziać, należałoby wymienić cały Rząd. A tu nagle taka okazja...
Przejdźmy do konkluzji.
Najpierw za cały ten dramat obwiniano mgłę. Złe warunki pogodowe nie powinny iść w parze z podróżowaniem samolotami. Potem jakiś geniusz doszukał się, że piloci lądowali pod presją ważnych osobistości - gdyby, jak sugerowano, polecieli na lądowisko w Mińsku bądź w Moskwie spowodowałoby to olbrzymie opóźnienia, na co członkowie załogi nie chcieli sobie pozwolić, dlatego mimo wszystko lądowano w zamglonym Smoleńsku.
A najlepszym wyjaśnieniem tego nieszczęścia, jest zła decyzja aktualnego prezydenta, Bronisława Komorowskiego, podjęta kilka dni przed startem Tu-154, cyt:
"W tygodniu poprzedzającym 10 kwietnia ówczesny marszałek sejmu Bronisław Komorowski odrzucił wniosek PiS dotyczący przełożenia głosowań w sejmie na wcześniejszy termin. Być może, gdyby marszałek się zgodził, część osób, które leciały samolotem do Smoleńska, pojechałaby wcześniej pociągiem" - powiedziała wiceprezes PiS Beata Szydło.
Może niedługo przeczytamy w prasie, że winą za całe zajście obarcza się jednak pilota, który, gdyby w dniu katastrofy dostał rozwolnienia, to zostałby zastąpiony przez innego, a ten być może nie poddałby się sugestii lądowania w złych warunkach?
A może po prostu chłopaki poczuli się jak w Heatseeker i poniosło ich ciut?
Gdybać można, ale to chyba istny debilizm doszukiwać się przyczyn katastrofy tam, gdzie ich raczej nie ma? Może wypadałoby zostawić już w spokoju Tupolewa i zająć się naprawdę ważnymi sprawami jak np....yy...wszystkim innym poza Tu-154? :D

KOMENTARZE