Nasz mały kącik subkulturowy rozłoży na części pierwsze większość grup ludzi, które mają dziwne zwyczaje i upodobania. Dziś pod lupą: Emo.
W skromnym mniemaniu sierpowego grupa wywodzi się w prostej linii od ascety Aleksego, który zapoczątkował modę na samoumartwianie się. Niestety nie da się ukryć, że dzień, który Emo nie spędzi na użalaniu się nad samym sobą, uznawany jest za dzień stracony. Wiadomo - znalezienie w sobie dobrych cech wymaga nie lada wysiłku umysłowego, a myśleć nie każdy potrafi. Niektórzy przecież cenią sobie bardziej krasną facjatę od dobrze pofałdowanego mózgu. Tym samym lepiej i łatwiej znaleźć w sobie same wady, od krzywego uśmiechu, po źle wyprofilowany czubek buta. Wszystko jest zUe i robi Emo na złość, więc jest nieszczęśliwy.
Oczywiście, choćby nie wiadomo jak był zły na cały (wszech)świat, to i tak nigdy nie zapomina o tym, by dobrze wyglądać (dotyczy głównie dziewcząt, ale chłopcy również coraz bardziej dbają o idealnie wyprostowane włosy, które i tak mu się nie spodobają, bo przecież Emo tak musi myśleć). Najciekawszym aspektem bycia Emo, ale i najbardziej niezrozumiałym dla społeczeństwa jest samookaleczanie się. Nie dość, że jest to ohydne, to na dodatek niebezpieczne. No i nie łudźcie się - nie jest to ani trochę sexy.
Najlepszym rozwiązaniem jest spojrzenie na problem (tak, to JEST problem) realnie i przejście się do psychologa, bo ani Emo nie pogryzie, ani go nie uszkodzi.
Na koniec apel do tych, którzy uważają, że bycie wiecznym smutasem jest trendy: zastanówcie się dwa razy, bo za parę lat uznacie, że zmarnowaliście kawał życia na wypłakiwaniu sobie oczu, ponieważ w szkole nie można nosić torebek z Hello Kitty lub innym ustrojstwem typowym dla tej subkultury.
KOMENTARZE