Nareszcie się cos dzieje w krajach islamskich. Mam na myśli coś, co jest w końcu pozytywne.
Po wielu latach czegoś, co u nas nazywano by okupacją, młodzi Arabowie dostają szansę normalnego życia. Jak wpłynie to na nich? A jak na nas?
Jeszcze długo przed 11.11.01 Osama bin Laden ogłosił powstanie kalifatu. Morze turbanów miało zalać najpierw Bliski Wschód, a później Europę i uczynić z nas swych niewolników. Czyli generalnie cofka do średniowiecza.
Parafrazując słowa Serja Tankiana, ośmielam się pytać: dlaczego nie pytacie się, czy moda była powodem zebrania się ludzi na placu Tahrir? Bo dla was ważniejsze jest zdjęcie z plaży w Hurgadzie, zamieszczone na naszej klasie, niż prawda?
Rewolucja ogarniająca kraje islamskie jest czymś porównywalnym z upadkiem komunizmu, tylko w sensie kulturowym bardziej nieoczekiwana.
Mówi się o martyrologii narodu polskiego. A czy ktoś wspomni o poświęceniu narodów arabskich? Czym się różni partyzant od terrorysty? Wysadzić kantynę z germańskimi oprawcami w środku jest fajnie, a bomba w amerykańskiej bazie wojskowej już jest be?
Co powoduje ludźmi, którzy wbrew zaleceniom MSZ jadą „na wakacje” do Egiptu lub z nich nie chcą wrócić? Czy rząd bezczelnie chce im wyrwać Tequile Sunrise z ręki? Rozumiem tych, którzy chcą tam być, bo czują, że dzieje się coś bezprecedensowego w historii świata. A co kieruje lanserami z drinkiem w ręku? Podatnik ma płacić za ich wyciąganie stamtąd?
Trzymam kciuki za rewolucję arabską, bo chcę pojechać do Shirazu zobaczyć najpiękniejsze ogrody świata, do Trypolisu zjeść najlepsze ciastka na ziemi i do Doliny Królów złożyć hołd faraonom.
A co na to Obak Barana? Czy jego nagroda Nobla ,dana na zapas okaże się strzałem w dziesiątkę, czy wielkim gównem?
KOMENTARZE