Ciekawi mnie, jaką wiedzę na temat kultury muzułmańskiej posiada Kaczyński? O innych polityków nie boję się aż tak bardzo , bo pewnie ci czerpali choć minimum wiedzy z wakacji w Egipcie, czy Turcji. Zapewne wiedzą tyle, co widzieli w barze hotelowym i na basenie.
Ale Kaczyński? Ten to pewnie spędza wakacji na wiosce na Mazurach lub Kaszubach. A tam muzułmanów pewnie w bród. Dla Kaczyńskiego , nie dość, że każdy Ruski to morderca, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wydaje mu się, że każdy muzułmanin to terrorysta. A tu się okazuje, że tylko trzy procent wyznawców islamu to fundamentaliści. A to i tak nie każdy robi jako żywa bomba. No, ale ciemnogród wierzy swojemu przywódcy i myśli tak jak on.
Ja się nie dziwię, że wojska w Afganistanie, czy wcześniej w Iraku dostawały w zad.
Żołnierze jadą kompletnie nie przygotowani na misję , nie wspomnę już o ich dowódcach. Generalizuje się, że każdy Arab, to muzułmanin. A przecież jest wiele odłamów religijnych, z resztą tak jak w chrześcijaństwie. Nam się wydaje, że sto procent kobiet w krajach islamskich nosi czadory i burki. No i obowiązkowo są bite. A to nie jest prawda. Tak jak , jeszcze całkiem niedawno, nasz kraj postrzegano jako mlekiem i miodem płynący z roztańczonymi na świeżo skoszonej trawie łowiczankami i krakowiankami z dużym biustem, warkoczem i malowanymi na czerwono ustami. Obraz, jaki nam , Europejczykom się pokazuje jest arabskim folklorem. Przecież oni też mają telewizory, komputery i samochody. Nie jeżdżą po ulicy na osiołkach, pocierając lampę Alladyna. Patrząc na Abu Dabi , czy na pałac księcia Brunei, śmiem wątpić w obraz ciemnogrodu.
Nasi żołnierze jadą do Afganistanu i w większości wypadków giną, bo nie znają w ogóle kultury arabskiej. Zachowują się tam , jak jakiś germański najeźdźca. Stringi na hełmie, rozwalanie domów biedaków, bo się trenowało dla zabawy wyrzutnie rakiet, czy też rozbieranie i bicie zakładników, to norma na youtubie. Czyż nie wynika z tego, że nasi żołnierze po prostu się tam nudzą? Misja stabilizacyjna jest dla nich zabawą, a dla Afgańczyka to okupacja kraju. Pewno, że i tak mają lepiej niż pod rządami talibów, którzy z normalnego muzułmańskiego kraju zrobili hodowlę ludzi, niczym w Matrixie.
Wszystko by było ładnie pięknie, gdyby polityk, który tłuściutką, opaloną rączką ze złotym sygnetem podpisał dokument, dzięki któremu ma miejsce misja stabilizacyjna, pomyślał o zapleczu naukowym. Czyli oprócz uczenia sztuki wojennej mięsa armatniego, kazałby im studiować kulturoznawstwo. Z naciskiem na kulturę regionu, do którego się udają.
Czy żołnierz wie, jak przywitać się z Afgańczykiem? Czy wie, że jeśli zabije kogoś, to rodzina nieboszczyka przyjdzie kulturalnie do jednostki po zadośćuczynienie za śmierć krewnego? Jeśli nie dostanie wołu, to wystrzeli w jednostkę katiuszą. Armia zabiera ze sobą prawników, którzy mydlą biednym ludziom oczy. A ich tradycja nakazuje, by morderca zapewnił byt rodzinie tego, kogo zabił. Jak nie, to oko za oko, ząb za ząb. Biedny, prosty człowiek nie zrozumie bełkotu prawnika. A żołnierz, który dla zabawy zabił śmierdziucha, brudasa, czy jak go tam nazywa, nawet nie przeprosi.
Ja znam muzułmanów z innej strony, jaką próbuje kreować propaganda polityczna. Arab to nie jest nasz wróg. Mówi się o staropolskiej gościnności, ale to nic w porównaniu z tym, jak przyjmie cię arab. Niestety, nasi żołnierze nie wiedzą, że oni wszystkich zapraszają do domu na herbatkę, czy też na wielkie przyjęcie z okazji spotkania miłego człowieka na ulicy.
W naszej kulturze zbytnia poufałość i wręcz nachalna gościnność jest źle odbierana. Stajemy się nieufni i zdezorientowani. A samotne wejście do arabskiego domu jest dla nas równoznaczne ze śmiercią. Wynika to z głęboko zakorzenionego u nas chrześcijaństwa. I wmawianiu nam od najmłodszych lat, że my jesteśmy dobrzy, a inni są źli. Nie pochwalam ataków terrorystycznych. Absolutnie. A czy ktoś pamięta naszych partyzantów w czasie II wojny światowej? I czy wyjaśni mi różnicę pomiędzy polskim partyzantem, a terrorystą, który wysadza bazę wojskową? Czy istnieje jedna wielka wielka organizacja terrorystów arabskich?
Żołnierz wraca z misji w Afganistanie i idzie do prezydenta na słynne śniadanie.
- Czego dokonaliście tam dzielni wojacy? – pyta Komorowski
- Panie prezydencie, całymi tygodniami rabowałem, mordowałem i gwałciłem we wszystkich miastach i wsiach, należących do twoich wrogów.
- Zaraz, zaraz, ale Polska nie ma wrogów w Afganistanie
- Już ma.
KOMENTARZE