Marcin Dubieniecki, mąż Marty Kaczyńskiej jest w polskiej polityce persona non grata. Człowiek, który po śmierci teściów wprowadził się do pałacu prezydenckiego i nie dopuszczał do prywatnych apartamentów zmarłej pary nikogo, za odszkodowanie za śmierć teściów kupił sobie porsche
Gwoli wyjaśnienia, pieniądze te poszły z kieszeni podatnika, czyli z naszej. Bezczelny 30-letni nowobogacki prawnik chce numeru jeden na liście wyborczej PIS. Kolejny zakłamany dwulicowy pseuokatolik, który pojął za żonę rozwódkę z dzieckiem. Niepokalane poczęcie to nie było. Modli się pod figurą, a diabła ma za skórą i pewnie nie ma ślubu kościelnego. Jak nie przepadam za posłanką Szczypińską, tak z dziesięciokrotnym znienawidzeniem czytam, co ten palant do niej napisał. Jakaby kobieta nie była, to nie ma prawa pisać do niej w ten sposób, czyli, że ma chadzać z księdzem pod ręką z różą w zębach. Tak się nie pisze do kobiety! Kolejna osoba z bliskiego kręgu pary prezydenckiej, która chce zrobić karierę na ich śmierci. Dubieniecki ma też problem z radą adwokacką i wcale się temu nie dziwię. Zażądał niewspółmiernej ceny do faktycznie wykonanej pracy. Ponad dwudziestu sześciu tysięcy złotych za napisanie wniosku o ułaskawienie Krzysztofa S. Wielu adwokatów za tę pracę ma stawki conajmniej dziesięć razy mniejsze.
Dubieniecki, zniknij z moich oczu!
KOMENTARZE