W Polsce powszechne jest przekonanie, że bliscy osoby zmarłej lub okaleczonej w wyniku wypadku, domagając się odszkodowania zarabiają na własnym nieszczęściu. A tak nie powinno być.
Niestety, w naszym kraju są równi i równiejsi. Jednym przyznaje się 250 tysięcy odszkodowania za stratę bliskiej osoby, a inni 100 000. Oczywiście wszystko zależy od okoliczności i „ wystopniowania” doznanej krzywdy, jeśli można tak to nazwać.
Przykładowo: wszystkie rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej otrzymały ( oczywiście nie dotyczy to pary prezydenckiej – ich córka poniosła większą stratę, niż wszystkie rodziny razem wzięte - jak wynika z kwoty wypłaconego odszkodowania ) po 250 tysięcy. Rodzina 91-letniego prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego otrzymała taką właśnie kwotę, tak samo jak córka Katarzyny Doraczyńskiej, 3-letnia Hania . Jej mama gdy zginęła w tym samym wypadku miała 31 lat. Dzieci prezydenta są dorosłe i majętne. Hania jest malutka i została bez mamy. Mama nie zarobi już na to, by jej córka poszła do dobrej szkoły, skończyła porządne studia i nauczyła się kilka języków obcych. Wszystko to kosztuje. Starty moralne są bezcenne. Dziewczynka zapewne niedługo zapomni mamę i będzie się wychowywała bez niej. Tak więc Marta Kaczyńska, tfu – jej mąż kupił sobie za odszkodowanie porsche i jeszcze duuuuużo im zostanie, rodzina prezydenta Kaczorowskiego zapcha dziurę budżetową jakimś fajnym gadżetem, a Hani nie wystarczy na życie – w takim sensie, że ta kwota nie doprowadzi ją do takiego miejsca w społeczeństwie, gdzie trafiłaby, gdyby jej mama żyła.
My nie chcemy zamienić się z nimi na życie, dla zdobycia tych pieniędzy, tylko, naszym skromnym zdaniem, odszkodowania powinny być wypłacane w inny sposób.
KOMENTARZE